Czuję się źle. Nie dlatego, że jesień. Nie dlatego, że pada. Tak po prostu, całkiem zwyczajnie. Bez powodu i z miliona powodów.
Chyba najtrudniej w tym wszystkim być sobą. Wstać i powiedzieć, że mnie coś dokumentnie wkurwia.
Że nie mam siły słuchać tego pierdolenia. Że już nie chcę brać w tym udziału. Że są dni, kiedy bywam do niczego. Że jestem złożona z różnych emocji i zdarza się, że coś mnie tnie, rozrywa, na milion drobnych kawałków.
Na milion drobnych powodów bez powodu.